W Mass Effect: Grę planszową grałem już cztery razy 🎲, czyli została mi jeszcze jedna, ostatnia misja, żeby zamknąć cał
W Mass Effect: Grę planszową grałem już cztery razy 🎲, czyli została mi jeszcze jedna, ostatnia misja, żeby zamknąć całą kampanię. Mimo że finał dopiero przede mną, tytuł ten będzie miał swoją premierę na Planszówki w Spodku 🚀, dlatego chcę się podzielić swoimi wrażeniami już teraz, żebyście nie brali tego tytułu tak całkiem w ciemno 😉. Mechanicznie wygląda to tak: bez względu na liczbę graczy, zawsze gramy czterema postaciami (z pięciu dostępnych), a każda runda jest podzielona na tury graczy. Pierwsza postać rzuca całą pulą kości 🎲, wybiera z nich trzy, po czym odkrywa kartę wroga (Cerberusa albo Żniwiarzy zależnie od scenariusza) 👾 i rozpatruje jej efekt. Niewykorzystane kości przekazuje kolejnej postaci. Ta rzuca już mniejszą pulą, znowu wybiera trzy kości, odkrywa kartę przeciwnika i wykonuje akcje. Tak idzie po kolei aż do ostatniej postaci. Kiedy wszyscy skończą swoje tury, żeton pierwszego gracza przesuwa się w prawo, każda postać dociąga nową kartę wroga i runda zaczyna się od nowa 🔁. Trzeba jednak dodać, że w tej mechanice jest sporo uproszczeń. Strzał po linii wzroku to zwykła linia prosta ➡️, bez zbędnego kombinowania. Elementy terenu pojawiają się tylko w niektórych scenariuszach, więc nie trzeba ich pamiętać na stałe, wystarczy doczytywać w razie potrzeby. To faktycznie ułatwia wejście w grę, chociaż z drugiej strony mamy ruchy przeciwników, które potrafią być niepotrzebnie skomplikowane, przez co łatwo się przy nich pogubić 😵. Z góry zaznaczę: w komputerowego Mass Effecta nigdy nie grałem 💻 i moim zdaniem świat jest tu ledwo naszkicowany. Rasy (typy? gatunki?) bohaterów przewijają się w tle, ale z perspektywy laika nie mają większego znaczenia. Nie było „wejścia w klimat”, dlatego traktowałem to raczej jako kolejną kosmiczną nawalankę 💥. Sama kampania jest zaprojektowana w ciekawy sposób. Formalnie mamy tu jedną kampanię, ale skonstruowaną tak, że można przejść ją na kilka różnych ścieżek 🧭, co daje regrywalność. Może nie jakąś kosmiczną, bo maksymalnie po trzecim przejściu kampanii (kampania to 3 do 5 partii), musimy zacząć coś powtarzać, ale wbrew pozorom nawet wewnątrz scenariuszy zdarzają się mniejsze wybory, więc nie ma źle. Jeżeli jesteśmy już przy kampanii, to pierwsza misja, którą grałem, była dość prosta, przez to mało emocjonująca 😐. Miałem wrażenie, że dopiero w kolejnych partiach gra się rozkręca, daje więcej napięcia i faktycznego kombinowania. Trochę obawiam się tylko, że jeśli po skończeniu kampanii będę chciał do niej wrócić, to powtórzenie pierwszej (nawet niekoniecznie tej samej) misji może okazać się kolejnym, mało emocjonującym prologiem przed „prawdziwą” zabawą. Mimo to gra działa bardzo fajnie 👍. Buduje poczucie kooperacji, zwłaszcza, że umiejętności bohaterów wpływają na siebie nawzajem. Jeśli chodzi o wykonanie, to poza ładnymi figurkami i solidnymi komponentami, są też mankamenty. Misje i odblokowane umiejętności zapisujemy na planszetkach suchościeralnych 🧽 i niestety, jeśli za dużo poruszamy pudełkiem, potrafią same się zetrzeć, dlatego polecam robić sobie fotki 📸, żeby nie stracić progresu. Do tego w pudełku nie ma też niczego do ich wycierania, co akurat jest raczej drobnostką, ponieważ wystarczy dorzucić zwykłą chusteczkę. W teorii ratunkiem na mazanie po planszach, miał być QR kod w instrukcji, który miał prowadzić do aplikacji do zapisywania stanu gry (dzięki czemu można by prowadzić kilka kampanii równolegle), ale kieruje on do sklepu Portalu z Mass Effectem 🛒… Po czterech partiach mogę powiedzieć, że Mass Effect Priorytet: Hagalaz to porządna, ale raczej lekka kooperacja taktyczna. Fani komputerowej serii mogą tu zobaczyć coś więcej, ja widziałem po prostu sprawnie działającą grę o kosmicznych strzelaninach 🔫. Nie jest to pozycja, która mnie wciągnęła fabularnie, ale jako planszówka dostarcza przyjemnych decyzji i momentów napięcia ⚡. Podsumowując: jeśli idziecie na premierę w Spodku i zastanawiacie się, czy warto ulec hype’owi 🤔, to powiem szczerze, że zależy od tego, czego szukacie. Jeżeli chcecie dynamicznej kooperacji osadzonej w świecie Mass Effecta z jakąś tam lekką fabułką w tle, to działa dobrze, ale jak szukacie czegoś super klimatycznego, to możecie się rozczarować. P.S. Jak lubicie grę komputerową i chcecie poznać opinię osoby, która ograła całą serię komputerową, to polecam zapoznać się z materiałem Cypriana na kanale Planszowych Newsów. P.S. 2 Nie, nie grałem w Mandaloriana, więc nie porównam ;). Dziękujemy wydawnictwu Portal Games Polska za przekazaniem nam gry do receznji. #współpracareklamowa #gryplanszowe #planszówki #boardgames #boardgamer #planszowka #masseffect #scifi #coopgame #spacebattle #kosmos #scifigames #planszówkiwspodku #premiera #recenzjagry #portalgames #hype #geeklife #nerdlife #tabletopgames #coopboardgame #gamereview





